2017-04-02

- Co w tym roku robimy z budżetem integracyjnym?
- Jak to co? To co zwykle - poczekamy na ostatnią chwilę i na gwałt wydamy.

:>

Etykiety: ,

2016-02-26

To jest mój projekt, jest wiele projektów, ale ten jest mój.
Dzięki projektowi zarabiam na życie.

Nie pierwszy projekt, i plan jest, żeby nie był ostatni. Naprawdę się staram.
Zapoprzedni się skończył, poprzedni został skończony, nadszedł kolejny.
Z nowymi zagranicznymi. Całkiem pro. Nie tacy pro jak w komiksie, ale pro jak w profesjonalizm, proaktywność.
Naprawdę się staram nie mieć wyjebanego, być proaktywny. Jak mam widocznie wyjebane, to na profesjonalnego muszę wyglądać ciągle.
Staram się.
Biorę udział w profesjonalnych standupach, na szczęście głos jest chujowy i są ograniczane. Biorę udział w profesjonalnym planowaniu, nie przemnażam na pałę tego co mi się wydaje przez 4, tylko staram się znaleźć jakieś lepsze estymaty.
Tylko kurwa jak dostaję ficzery zależne od drugiej strony które muszę wyestymować, i je wyestymowałem i powiedziałem, że tego to jeszcze nie wiem ale nie będzie to trudne, bo ciężko byłoby to zjebać, to usłyszałem, że na tym etapie projektu wszystkie techniczne rzeczy powinny być wyspecyfikowane. No zajebiście, też tak uważam, ale dlaczego to jest do mnie a nie do kolesia, który tego nie wyspecyfikował?
No i tak wyestymowałem za dużo, więc ficzery zostały obcięte.
Do tego co zostało potrzebuję 3 rzeczy - specyfikacji formatu dla danych (tych od zjebki że specyfikacji nie ma), specyfikacji formatu dla sranych, specyfikacji UI żeby wyrzeźbić dane i srane w kale niebywale.
No specyfikacji sranych też nie mam, więc o tym napisałem, bo robienie ficzera opartego w 2/3 na machaniu rękami może się nagle okazać wyzwaniem.
Źle, nie w tym miejscu gdzie powinienem. Chuj z tym, że tamtego innego nikt nie sprawdza.
No to poprosiłem kolesia od UI, żeby mi przesłał współrzędne napisaów, kolorki, rysunki i tym podobne chujemuje, będzie mi łatwiej rzeźbić.

Ty tylko szkic i on musi nad tym jeszcze popracować.

Ja kurwa też. Naprawdę się staram. Żeby jak tam do nich pojadę nie pozabijać ani ich, ani siebie, i nie mieć widocznie wyjebanego.

Etykiety:

2010-10-05

Dawno temu, w mojej pierwszej robocie dostawca Internetu przygotowywał się do pociągnięcia druta, w ramach przygotowań przyszła umowa, w której był zapis o nieudostępnianiu łącza osobom trzecim. Umowa jak umowa.
Niekompetentne kierownictwo postanowiło obić se dupę blachą i do przeczytania umowę dostałem ja jako dyżurny tonerowy oraz Z Bożej Łaski Radca Prawny płci żeńskiej.
Przeczytałem, wzruszyłem ramionami i oddałem, ZBŁRP miała problem - co to znaczy "udpstępnianie łącza osobom trzecim".
Kolejny raz wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że można poprosić dostawcę łącza o enumeratywne zdefiniowanie co to jest, a następnie patrzyłem tępo na wewnętrzną walkę (trudnego słowa użyłem) a następnie panikę po zrozumieniu o co było kaman, te oczy rozszerzające się w strachu na samą myśl o potencjalnej sytuacji konfliktowej - Ale przecież ONI mogą czegoś zapomnieć.
I o to chodzi powiedziałem, jak zwykle wzruszyłem ramionami i poszedłem w swoją stronę.

Jakoś tak mi się przypomniało w związku z problemami ludźmi którzy sprzedają debilom rzeczy nie do jedzenia, które ci debile wpierdalają.

Etykiety: ,

2008-07-03

Nie będzie o listach ale o nowym wyjeździe. Kopnął mnie zaszczyt możliwości współudziału w tworzeniu wiekopomnego dzieła którym jest oprogramowanie wspólne dla wszystkich projektów i z tej okazji zostałem wydelegowany tam gdzie słońce dochodzi świeci przez większą część doby (o 23:30 było jeszcze jasno, ściemniło się koło północy). Razem z dwoma innymi kolegami, których kopnęły inne zaszczyty.
Jak już wyraziłem swoje zdanie że wcale nie chcę jechać, co prawda nie posunę się do aktywnego sabotowania wyjazdu ale kibicuję każdej trudności, to zadałem pytanie jakie laptopty weźmiemy.
Po powrocie z poprzedniej delegacji nasze laptopy na których pracowaliśmy zostały nam odebrane, zaorane i przekazane innemu zespołowi, który bujnął się w inną część globu i jeszcze nie wrócił. Dałem pomysł racjonalizatorski, że może zamiast wymieniać desktopy kupiliby nam lapki, ale nie, bo zabieralibyśmy laptopy do domu. Niby kurwa po co, skoro w domu mam własnego, a jakbym miał roboczego to ktoś jeszcze by chciał żebym może pracował albo co. Ogólnie nie kupili. Pomysł zeby przypiąć go kensingtonem do biurka też znalazł poklasku.
No to na 3 dni przed wyjazdem delegacja poszła do sklepu, na 2 dni przed wróciła z 3 sztukami Lenovo R61, ciężka krowa wielkości płytki chodnikowej, z zainstalowanym świstającymi windowsami.
No to w dzień wyjazdu (lot po 20) była wymiana systemy i instalacja kupy potrzebnego oprogramowania, ubaw po pachy, szczególnie ze sterownikami firmowymi, potem poszedłem do domu, spakowałem się i na lotnisko.
Na lotnisku ludzi w 3 dupy, zawsze jak tam jestem ogarnia mnie żałość i widzę numerki 2 0 1 i 2, stanąłem w kolejce do odprawy, pan który mnie odprawiał (i kolegów) powiedział że za bagaż musimy zapłacić dodatkowo, 12 euro, spoko, na szczęście miałem nieco gotówki jeszcze, tylko gdzie, tam, poszedłem z karteczką, koledzy za mną, zapłaciliśmy i wtedy zadałem nieszczęsne pytanie
- A potwierdzenie zapłaty?
- Tutaj.
- Ale to mi pan zabierze.
- Tak.
- Ale ja potrzebuję dla pracodawcy żeby rozliczyć się z kosztów.
- Aha.
- Koledzy też.
Za ladą zaczęła się krzątanina która objęła cały obecny tam personel w liczbie 3, i po kilku (może nastu) minutach otrzymaliśmy potwierdzenia i 4 pln reszty, bo zmienił się kurs walut, mój ostatni komentarz chyba nam nie przysporzył przyjaciół - chyba odkąd tu stoimy.
Poszliśmy, wczekinowaliśmy się, lecieliśmy, wyszliśmy, jasno było, odebraliśmy lekko zmaltretowane bagaże, poszliśmy na expres (zajebisty), dojechaliśmy do głównej stacji, wzięliśmy taxi, dojechaliśmy do budynku w którym miały być nasze mieszkania służbowe.
O tej 1 w nocy trochę nam zajęło rozpracowanie schematu numeracji - mieszkanie ma numer 5101 - okazuje się że 5 i 0 są irrelewantne, mało brakowało a byśmy zaatakowali cudze mieszkanie, i w końcu trafiliśmy.
Moje podejrzenia, że będzie troszeczkę podobnie do poprzedniej delegacji okazały się w miarę trafne - syf i burdel, zrobiła się 2 w nocy więc nie chciało nam się szukać pozostałych 2 mieszkań, zwaliliśmy się do spania w tym jednym. Tutaj zajebiste podziękowania dla dziewczyn z biura, które dały bezcenną radę o wzięciu śpiworów i przejściu na full survival mode.
W informacji o mieszkaniu zapomniano o jednym niewielkim szczególe - pięciometrowym kafarze który wpierdala słupy w grunt od samiusieńkiego rana.

Etykiety:

2008-05-12

Długo nic nie było, a właściwie były różne rzeczy - lista intruzyjna jako podstawowy kontener, przerzucanie półmegowymi klockami pamięci w kodzie na urządzonku które może mieć kilka mega w porywach i takie tam rzeczy można przełknąć.
Ale kurwa wyścig w jednowątkowej aplikacji to trzeba nieźle wyorać.

Etykiety: ,

2008-04-19

Wróciłem z wygnania, końcówka była dość mordercza, to nic nie pisałem.
W końcu wyszło, że to co żółci ode mnie chcą to tak nie do końca działa w ich bibliotekach i muszę porzeźbić. Spoko, można to robić i w Polsce.
Usiadłem i rzeźbiłem i po 14 godzinach zadziałało raz, co oznaczało, że będzie działać. Rzeźbiłem, bo miałem motywację - poznałem odpowiedź na jedyne potrzebne pytanie "A jak nie, to co?".
Przy śniadaniu usłyszałem, że nasi zajebiści azjatyccy sejlsi w końcu załatwili urządzonka, te których nie udawało się załatwić od paru miesięcy (było nas 7, mieliśmy 3 urządzonka i 2 ładowarki, zajebisty sprzęt na onsajt support).
To była ta dobra wiadomość, zła i ta wyrabiająca motywację była taka, że z powodu niedziałania, jak tylko się skończy impreza w Germanii mam bujać się znowu do Azji. Sugestie, że kierownik robi sobie jaja zostały bardzo szybko rozwiane, a mi motywacja wzrosła niepomiernie, bo mam podatki do zapłacenia (w sumie to jakieś waciki zwrotu, nie wiem jak to możliwe) oraz mieszkanie do kupienia, teraz już ostatecznie.
A najśmieszniejsze jest to, że w Azji tam gdzie miałem lecieć nie ma tej funkcjonalności która nie działała i którą miałbym robić. I miło się dowiedzieć, jak bardzo człowiek jest ceniony - 10 urządzonek, w tym 4 krapowate.
Jako miły akcent będzie o mBanku - próbowaliśmy płacić za hotel, nie udało się, wyszła teoria o limicie na kartach. Minutę po mojej nieudanej transakcji zadzwonił mi telefon i pani z banku powiedziała, że dzwoni w sprawie transakcji za granicą która się nie udała i co mogę zrobić jak mi zależy, żeby się jednak udała. Zajebisty czas reakcji i fajna organizacja :).

Etykiety:

2008-04-07

Oprócz przebystrej dwójki krzaczastojezycznych ichny zespół liczy jeszcze kilka osób.
Na przykład jednego kolegę, do którego z górą miesiąc temu zwracaliśmy się z problemem, że w sytuacji S prawdopodobnie musimy wywołać funkcję F aby zrobić rzecz R, bo tak wynika z nazwy tej funkcji, ale jak to zrobimy, to urządzonko się wywala. Od tego czasu nie było odpowiedzi. Do wczoraj, kiedy to wylądował błąd od klienta klienta, czyli ważny, że w sytuacji S urządzonko nie robi rzeczy R.
Można się było tego spodziewać, tylko jest jeden mały szczegół - błąd ów został zgłoszony przez tego samego kolegę do którego miesiąc temu zwracaliśmy się właśnie w tej sprawie, czyli jest w tym temacie jak na nich kompetentny. Na potrzeby niniejszej historyjki nazwijmy go Kubala.
No wiec kto zgłosił błąd? Kubala. I kto go naprawi? Kubala.

Etykiety:

2008-04-06

Skośnoocy mówiący i piszący krzakami pracownicy klienta przeszli samych siebie.
Robimy soft na urządzonko, takie małe gówno, nie wiadomo dlaczego piąty model z kolei (wystarczyłyby trzy - jeden żebyśmy się zapoznali, jeden podobny do docelowego i docelowy), pewnie dlatego, żeby było trudniej i bardziej upierdliwie, na przykład z przełączaniem się pomiędzy bibliotekami.
Bo te urzadzonka to mają działać na wspólnej platformie sprzętowej, takiej samej dla wszystkich. Takiej samej z dokładnością do drobnych detali, których znajdowanie opisane jest tu.
Kilka miesięcy temu dostaliśmy najnowszy model urządzonka, brzydki jak kupa, pełen odstających blach, krzywdę można sobie nim zrobić. Żeby było śmieszniej, ten model urządzonka miał słabsze parametry i ogólnie był gorszy od poprzedniego, ok, twardzi jesteśmy, napieramy.
Kilka dni temu przychodzi jedna krzaczasta w mowie i piśmie i przynosi nam urządzonko mówiąc kraśi, co znaczy, że soft się wypierdolił. Patrzymy , a ona trzyma coś, co, owszem, przypomina te urządzonka które mamy, ale jest dopracowane, ma poprawioną kolorystykę, nie ma odstających części, takie które ostatecznie nawet moglibyśmy kupić. No dobra, kraśi, więc wzięliśmy się do roboty - analiza, dostaliśmy urządzonko do testów. Fajnie.
Potem jeszcze przesłuchaliśmy krzaczastych i wydębiliśmy, że mają inne biblioteki do urządzonka niż te, które dali nam (oczywiście nic nie zmieniali) ora testują na buildach sprzed tygodnia. Oficjalny powód że mają inne urządzonko i biblioteki- bo jak się zaczniemy przestawiać, to stracimy czas. No jak nam dadzą te biblioteki dzień przed końcem projektu to nie stracimy? Po dalszym naparciu mamy dostać te biblioteki, za jakiś czas. Kul. Oficjalnego powodu testowania na buildach sprzed tygodnia nie poznaliśmy.
Kilka godzin minęło, przychodzi krzaczasta i mówi, że oni nie mogą nam dać więcej tych starych urządzonek. ???. Starych? To coś co nie wygląda jak kupa jest starsze od tego ścierwa z odstającymi blachami? To my chcemy te stare, działają lepiej.
W czasie tech miniętych kilku godzin nasz p.o. dowódcy napisał do szefa krzaczastej żeby dostać więcej tych urządzonek, i oberkrzaczasty odpisał że ok, tylko nie teraz, bo muszą je dopiero zrobić, ale słowem się nie zająknął, że to są starsze egzemplarze urządzonka.
Oficjalnie uwierzyliśmy w te nowe-stare urządzonka.
Krzaczasta poszła, zabrała nam to pierwsze które nam dała a zostawiła dwa inne. Kolega poszedł za nią, bo coś jeszcze od niej chciał i co? Na nalepeczce która była przyklejona do urządzonka krzaczaści długopisem poprawiali numerki, aby były zgodne z wersją starości urządzonka którą nam zapodała.
W ramach programowania mamy trochę tajnych magicznych kodów do urządzonka, to po wklepaniu i pogrzebaniu wyszło, że na dwoje babka wróżyła, bo jedna data była wyraźnie późniejsza niż analogiczna z naszego, ale operacja do której ta data się odnosiła mogła zostać powtórzona.
A potem kolega zabrał urządzonka do Polski i jedno tam rozkręcił. Na płytce drukowanej były napisy, które dość jednoznacznie stwierdzały, że jesteśmy traktowani przez krzaczastych jak pieczarki - trzymani w ciemnościach i karmieni gównem - data na płytce była o miesiąc późniejsza niż na płytkach z naszych urządzonek.

Etykiety:

2008-03-31

Dzisiaj nasi azjatyccy kontraktorzy przypadkiem trafili na buga, o którym wiedzieliśmy od tygodnia, sam go znalazłem i sprezentowałem koledze.
Kolega miał strasznie dużo opanowania gdy prezentowano mu ten błąd, poważnie pokiwał głową i powiedział, że się tym zajmiemy.
I tak długo nam się udawało pozostać niewykrytym, inne pierdoły ich zajmują bardziej.

Etykiety:

2008-03-26

No i jestem na zesłaniu. Azjatyccy klienci zażyczyli sobie przyjazdu zespołu do ich germańskiej lokacji.
Lokacja wygląda że proszę siadać, w budynku odrapane ściany, w kiblu nasuwa jak w dworcowym, sale są dwudziestoosobowe w których siedzi mieszanina z całego świata, głównie żółci i śniadzi (którzy podobno pachną tak a nie inaczej z powodu przypraw które wrzucają do swojego jedzenia) i testują jakieś głosne urządzenia. W dodatku w salach syf z malarią, jestem w stanie zrozumieć pourywane żaluzje pionowe, kontenery z wodą mineralną, ale rolki i krzesła tapicerowane ze śladami nietrafionego bukake wymykają się pojmowaniu.
Do tego model pracy w którym nie liczą się efekty a dupogodziny i po prostu pełnia szczęścia.
Co może pomóc w rozwiązaniu tajemnicy białawej plamy na wysokości twarzy przeciętnego azjaty - w końcu cóż robić w 20 godzinie pracy?
A, jeszcze problem z korporate IT sekjurity - zewnętrzny host wystawiający ssh na 443 i soft zwany proxytunnel twoim przyjacielem, ale tutaj nie pilnują tak jak w Azji.

Etykiety: , ,

2008-03-21

Azjatyccy klienci.
- Skompilowaliśmy z naszymi nowymi modułami i nie bangla.
- Myśmy skompilowali z tymi które nam daliście i nam działa (SOA#1), a nowych nam nie daliście.
- A myśmy skompilowali z naszymi nowymi i nam niedziała, chcemy działające teraz.
- Więc zmieniliście coś w waszych nowych modułach, dacie nam te nowe to sprawdzimy.
- Nic nie zmieniliśmy, macie moduły, chcemy działającą wersję teraz zaraz naraz a ten samobójca który został w naszym żółtym kraju ma zapierdalać w weekend znaczy się we święta i zrobić tak żeby działało!!!!!1111!111ONEONEONE
- A tutaj ta malutka strukturka ma jedno pole więcej w środku, co za niespodzianka, nic nie zmienialiście. Co najmniej drugi raz.
We wtorek ładuję się w samolot i lecę do kraju GKO na ponad 3 tygodnie, i nie wiem dlaczego, ale chodzi mi po głowie refren piosenki:

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!
Czy ja mógłbym serce złamać? I te pe...
Gdy się farsa zmienia w dramat...

Etykiety:

2008-03-19

Gdy dziewięć miechów temu kładłem papier w miarę szczerze odpowiedziałem na pytanie, ile będę zarabiał. Usłyszałem, że w mogłem liczyć na tyle w kwietniu. No bardzo fajnie, tylko że do kwietnia było wtedy dziewięć miechów.
Kwiecień nadciąga, podwyżki chyba na Plantacji też, snif, niedługo będę mógł zweryfikować, czy ewakuacja się opłaciła.
Tylko warunki weryfikacji się lekko zmieniły, bo dostałem podwyżkę, mwahahahaha.

Etykiety:

2007-11-20

Często słyszy się jak robienie softu jest porównywane do budowania budynku.
I że wprowadzanie zmian do softu (w tym poprawianie błędów) jest tym kosztowniejsze, im później następuje. Racja, tylko że przy projektach trwających po kilkanaście miesięcy i pamięci złotej rybki u managementu, który to doskonale pamięta slogany, ale ich nie stosuje (rewiu dokumentu i projektu rewiułem, ale terminy muszą być dotrzymane, więc można nie napisać nic i wielkiego halo nie będzie), tekst o kosztach wprowadzania zmian jest tylko sloganem.
Analogia z mieszkaniem jest uderzająca - na wczesnym etapie budowy można próbować wprowadzić zmiany typu podwójne rj-45, inna lokalizacja ścian, rur itp, bo napierdalanie po ścianach i ciągnięcie druta po dostaniu mieszkania jest drastyczne.
Ale na taki slogan jest doskonały kontrargument - wprowadzenie zmian w projekcie mieszkania w poprzek developerowi ma podobne szanse powodzenia jak wprowadzenie zmian w projekcie softu w poprzek managos i marketoidos.
Zmiany mogą nawet zostać zaakceptowane, ale zupełnie przypadkiem umknąć w wykonaniu, albo zostać opacznie zrozumiane, więc i tak trzeba niektóre późne zmiany porobić samemu i po cichu, bo mimo wszystko wyjdzie taniej na koniec, albo dopiero wtedy bedzie wolno, jak już nikt nie będzie patrzył.
Analogia jest pełniusieńka, tylko wydaje mi się, że wymachujący tym sloganem mogą być lekko zaskoczeni jej szczegółowością.

Etykiety:

2007-10-19

Nic się nie dzieje interesującego.
To znaczy nic, o czym warto byłoby specjalnie pisać.
W odróżnieniu od Projektu Absurdalnego, gdzie dokładnie wiedziałem co i jak robię, ale uważałem to co robię za absolutnie niepotrzebną kupę gówna (potrzebna była z punktu widzenia Projektu A, który był zjebany ideowo i z tego zjebania potrzebna była Cegła), teraz robię rzeczy których dopiero się uczę, lekko po omacku, ale wiem po co i dlaczego, i z tą argumentacją się zgadzam.
I wartość tego co robię (albo brak wartości tego co spierdolę, ale wolę nie) jest daleko większa. W sumie to jestem podobnie zastępowalny, ale część projektu robię większą.
Oprogramowanie ma warstwy i Ogry mają warstwy.
Najgorzej, jak spod warstwy oprogramowania wychodzi Ogr.

Etykiety:

2007-08-17

Na Plantacji rzeźbiłem w C++ (jako jeden z nielicznych). Było mi smutno, bo nie rzeźbiłem ani pod gcc (odpadał Eclipse z CDT, i tak był chujowy), ani pod Windows - odpadał Visual.
Z dawnych studenckich czasów kombatancko wspominałem Visuala 6 jako the best C++ edytor ever.
W końcu managos zadecydowali o kupnie Visuala na Plantację, całe 3 licencję, ale ja nie dostałem, to się naumiałem vima bardziej. Po prostu najpierw był notatnik, bez kolorowania składni i rozwijania, potem kupa takich samych edytorów które podświetlały składnię, a potem było coś płatne.
Vima umiałem i rozwijałem to umienie. I to było mądre.
Potem jeden kolega odszedł i dostałem jego licencję i płytki, ale już umiałem w vimie i widziałem jak Visual się kaleczy z ClearCase, to leżały w szufladzie.
Teraz mam Visuala.
Kurwa mać.
Ale syf.
Eclipse miał taki fajny ficzer, że jak się najechało na coś i przytrzymało Ctrl, to to coś zmieniało się w link i można było skoczyć do implementacji danej funkcji albo miejsca zadeklarowania zmiennej. W VC nie.
Znalezienie i podświetlenie wszystkich wystąpień danego stringa w pliku NA RAZ - Eclipse ma, vim ma, VC - nie.
Podpowiadanie składni - Eclipse do Javy miało, do C++ powiedzmy. Visual ma do C++, ale masakrycznie szitowe - leci alfabetycznie w scope, cyli prędzej napiszę niż się doklikam. I tu zajebista niespodzianka - vim 7 pod windows też ma podpowiadanie zmiennych i funkcji - wystarczy nacisnąć Ctrl+n i mamy listę.
Problem jest taki, że muszę pisać pod Windozę, a narowy Visuala są niesamowite - 2 kompy, na nich ten sam projekt, struktura katalogów, na jednym działa, na drugim nie. Nie żeby były różnice, bo jeden komp wsadza do CVSa, a drugi ciągnie.
Ale vim ma rozwijanie składni i to się liczy, tadam.

Etykiety:

2007-08-06

Dalej jest fajnie.
Wygląda na to, że moja krzywa uczenia pójdzie ostro w górę, i tak będzie przez całkiem spory czas, i wiedza zdobyta będzie przydatna, nie jak kurs programowania wuwu w Javie jak się klepało od 2 lat w C++, bo trzeba było odbębnić szkolenie (a to chyba było najmniej przydatne, albo ostatnie wolne).
Na razie (i mam nadzieję wcale) nie ma tego, co było tak wpierdalające na Plantacji - debilnych decyzji podjętych za granicą, bo ktoś se wymyślił. Najgorsze było to, ze feedback od klienta, jeżeli się przebił, był w 100% zgodny z tym, co się mówiło kilka miechów wcześniej, jak spływał koncert życzeń.
Jest prosty cel - dostarczyć produkt, i to produkt który ma konkurencję, więc musi być porządny - ma działać. I tę porządność nie określa się przez manipulację metrykami, tylko przez programowanie.
Ale nie jestem pierwszy, który to stwierdził.
Platforma wydobywcza, ale se wymyślili :-P.

Etykiety:

dorzut

2007-08-02

No i zaczęła się reszta mojego życia.
Fajnie jest, dostałem lepszego kompa (to nie było jakieś szczególne osiągnięcie), wiem co będę robił i wygląda to nieźle, nauczę się w pytę nowych rzeczy.
Lokalizacja fajoska, w miarę szybki dojazd, zróżnicowane żarcie w zasięgu spaceru, blisko księgarni.
Dostałem firmowe gadżety, też fajne, w tym dzyndzel do ćwiczenia rąk przed ścianką.
Na ściance natomiast popisywałem się, i za to spotkała mnie kara - przyjebałem piszczelem w kant (poprzednio podudziem w chwyt). Ale i tak jest OK, i dobrze by było, gdyby tak zostało, czego sobie i państwu życzę.

Etykiety:

2007-07-16

W końcu zrozumiałem. Zrozumiałem dlaczego GKO developerzy robią tak koszmarnie zjebany soft.
Wystarczy przyjąć aksjomat "Developer który zrobił dany kawałek jest nieomylny".
Tak po prostu, taki w 90% błędny aksjomat, i tyle.
To prowadzi do totalnego ślepego brnięcia i łatania walącego się softu gumą do żucia, sznurkiem i taśmą klejącą, bo gościu był nieomylny i koniec.
To wyjaśnia na przykład dlaczego gdy napisałem, że string ma być AB_CD, a GKO mieli ABC_D, to oni nie zgłosili pomysłu, że może bym się dostosował a oni mieliby mniej roboty. Nie, po prostu uznali, że jest wyryte w kamieniu i zaczęli kombinować po swojej stronie. Jak dla mnie - niepojęte, ale zgodne z Panem Ockhamem i jego Razorem.
Ta hipoteza, jakkolwiek przerażająca opisywaną bezrefleksyjnością, wyjaśnia wszystko - brak uwag podczas przypadkowego bądź nie obejrzenia kodu, brak wniosków racjonalizatorskich na temat oczywistych bezsensów i często przewrażliwienie na temat swojego kodu (bo w końcu nieomylnym developerem jest ON).
Poza developerką to są bardzo fajni goście, można z nimi pogadać, napić się i te sprawy, tylko niech oni nie programują.
Niestety jest to czysto akademickie spostrzeżenie, gdyż nie mam pojęcia, jak tę wiedzę można przełożyć na zmuszenie GKO do robienia porządnego kodu inaczej niż przez zgłaszanie błędów.
Miałem sytuację, gdy w nowym kawałku cegły który używał GKO API owo API nie działało jak GKO oczekiwali. Spokojnie i z premedytacją zostawiłem niedziałające i czekałem na błąd, żeby go zepchnąć na nich. GDy powiedziałem, że zamiast kleić gumą do żucia powinni zrobić porządnie, i co by było, gdyby nie łyknęli cegły, GKO powiedział że ok, i dalej dosztukowywał. Jak wiadomo najtrwalsze są prowizorki.
Życzę im szczęścia.

Etykiety:

2007-07-06

Dzisiaj towarzystwo zauważyło niniejszą stronę, jak - pozostanie dla mnie zagadką.
Rozległy się hihry, ale udawałem głupa, ciekawe kiedy ta wiedza dotrze z pierwszego piętra na parter, stawiam (ale nie tęsknię) na przyszły tydzień, gdy ja będę sprzedawał cegłę.
Sprawa sprzedaży wygląda tak - dwa lata temu w ramach zwiększania wagi Plantacji w Projekcie Absurdalnym dostałem kawałek kodu, który przerastał GKO. Mnie szczerze mówiąc też przez jakiś czas przerastał, bo był zrobiony dokładnie w poprzek wszystkiego, czego się nauczyłem o programowaniu oprócz składni języka, bo inaczej by się nie kompilował.
Do czasu aż go nie przepisałem w chyba w 95% były jakieś problemy, teraz raczej nie ma, ale w związku z moim położeniem papierów i egzotycznym języku C++ w którym cegła jest napisana powstał pomysł oddania cegły GKO za Nysą.
Sam proces oddawania też wyglądał nieźle: szefowa mojego szefa z moim szefem wszystko uzgodnili (akurat w sprawie spuszczenia cegły z krzyża wszyscy są zgodni), i zadzwonili do szefa GKO developerów.
Szef GKO developerów zadzwonił do swojego manago.
Jego manago zadzwonił do naszego GKO manago.
Lokalny ekonom zapytał się szefowej szefa, kółeczko się zamknęło, i dlatego wp rzyszłym tygodniu jadę powiedzieć za Nysą "Kup Pan cegłę", i wszyscy będą zadowoleni, a ja dostanę delegację i ekwiwalent za urlop.
Tylko trochę mi szkoda biednego pelikana, który tę cegłę łyknie, bo to nawet fajny gościu.

Etykiety:

2007-07-04

Drugi Exodus nastał, albo coś.
Okazało się, że spadają jeszcze dwie inne osoby, pewnie kilka kolejnych jest w drodze, nie developerzy, jak było na początku roku, ale także testerzy, to nowość.
Z bliżej niewyjaśnionego powodu było kolejne spotkanie z HR, na którym, tym razem w tajemnicy i tylko wybranym obecnym powtórzono, że podwyżek w tym roku nie będzie, a 1 kwietnia to wiadomo co jest. I podzielono się efektami badań rynku - w skrócie - pod średnią, jakby powiedzieli półekonomom jak ściemniać Murzynom, to by coś wynieśli, a tak to kicha.
Najśmieszniejsze jest to, że półekonomowie - manago 1 szczebla mają ambitne cele - przyjąć ileśtam osób, przy czym dla szeregowego Murzyna już chyba jest tak, że bardziej opłaca się położyć papiery i podać zaraz nowe.
Osobiście to zasugerowałbym półekonomom mniej ambitny cel - zatrzymać ewakuujących się, chociaż jak podwyżek nie ma to chyba tylko prochy pozostają.
Dla siebie to mam nadzieję, że moja cudowna binarka zostanie odesłana tam skąd przyszła - za Nysę, i tam GKDeveloperzy będą się nią bawili do upojenia, będą mogli robić co im się żywnie spodoba i wszyscy będą szczęśliwi, a ja do tego na urlopie - 15 dni to nie w kij dmuchał.

Etykiety: