2011-08-15

Microsoft kupił Skype jakiś czas temu.
I się zaczęło, jakoś dzień później Skype coś sobie doinstalował, jakiegoś niemożebnego szita, nie pamiętam dokładnie co to było za ścierwo, bo akurat mi udało się tego pozbyć szybko i bezboleśnie (albo po szybkiej i bezbolesnej operacji wygląda jakby tego nie było, co z oczu to z serca).
Teraz dali czadu - dawno dawno temu, w swej niezmiernej inteligencji Skype wprowadził 2 możliwe widoki - domyślny, z założenia superzajebisty, czyli lista kontaktów i konwersacji w jednym oknie (szczególnie fajne jak ma się kilka i trzeba skakać między tabami), a drugi tak zwany compact, czyli jest sobie lista kontaktów, i jak jest jakaś nowa konwersacja to pojawia się okno, czyli stara wersja, do której trzeba się doklikać, ale nie jest to jakoś szczególnie ciężkie do przeprowadzenia.
Teraz Skype wprowadził nowy ficzer, albo mi się po prostu uaktywnił - jakieś megazjebane okienko zwane Skype Home które nakłania mnie do podzielenia się fejsbukiem i robienia innych pierdół których robić życzenia nie mam. Dodatkowo okienka otwierają się jedne po drugich, pewnie dlatego, że testerzy nie testowali, albo co gorsza testowali ale to ma być takie żałosne.
Niby nic nowego, tylko to ścierwo startuje za każdym razem jak Skype jest uruchamiany, albo komputer jest budzony z hibernacji, po prostu instant wkurw na dzień dobry.
Najfajniejsze są wyniki googlania jak to ścierwo wyłączyć, widać geniusze w M$kype doszli do wniosku, że trzeba delikatnie zachęcić ludzi do olania widoku kompaktowego (czyli bez dodatkowego kafla obok listy kontaktów gdzie można nawrzucać propagandę i reklamy), i dorzucić taki "ficzer" który będzie drastycznie bardziej niezauważalny w trybie domyślnym. No ja bardzo gratuluję, gdyby nie to, że ze Skype korzystają znajomi (hmm, miliardy much..., prawda jest taka, że alternatywy nie ma, jak ktoś wspomni XMPP, to niech się pilnuje żeby go śmiech nie zabił i niech se pogoogla obsługę takiego transferu plików albo rozmów konferencyjnych), to bym się z nim pożegnał, i ci którym się chce produkować na forum skype mają podobne odczucia: jeden kolo napisał nawet aplikację do zamykania tego cudnego okienka, inni kombinują z dziwnymi opcjami automatyczengo startu, kolesie zmieniają ustawienia językowe, żeby nie było reklam (o tu), blokują możliwość zapisu skype.exe żeby się przez przypadek nie zaktualizował (to akurat interesujący trick, jedna przeglądarka ma spore szanse spotkać taką niespodziankę), grzebanie w konfigu (btw: nie działa, próbowałem też zwiększyć timestampy, też nie działa), w tym topicu jakaś dobra dusza wskazała istnienie linka który wyłączał przynajmniej część tak zwanej funkcjonalności, ale niedługo potem link został usunięty. Jako wisienka zdarzają się piękne kawałki z podręcznika marketingowca "Jak wpierdolić usera (jeszcze bardziej)": Dlaczego byś chciał to zgasić? (jakby kogoś w M$kype to rzeczywiście obchodziło), ostatecznie w tu userzy dają wyraz frustracji.
Ciekawe czy to sa pierwsze objawy upadku cywilizacji rządzonej przez księgowych?

Etykiety: ,

2010-10-25

No i zobaczyłem najlepszy argument na depenalizację obrony koniecznej ever - wystarczył jeden przypadek zaaplikowania aby wszyscy mający słuszne obawy w temacie przebrnięcia przez jakikolwiek realny proces doboru zaczęli trząść dupami, niektórzy dostali ochronę a inni zaczęli agitację na rzecz rozwiązania wręcz przeciwnego, czyli dalszego ograniczania dostępu do broni.

Etykiety:

2010-10-05

Dawno temu, w mojej pierwszej robocie dostawca Internetu przygotowywał się do pociągnięcia druta, w ramach przygotowań przyszła umowa, w której był zapis o nieudostępnianiu łącza osobom trzecim. Umowa jak umowa.
Niekompetentne kierownictwo postanowiło obić se dupę blachą i do przeczytania umowę dostałem ja jako dyżurny tonerowy oraz Z Bożej Łaski Radca Prawny płci żeńskiej.
Przeczytałem, wzruszyłem ramionami i oddałem, ZBŁRP miała problem - co to znaczy "udpstępnianie łącza osobom trzecim".
Kolejny raz wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że można poprosić dostawcę łącza o enumeratywne zdefiniowanie co to jest, a następnie patrzyłem tępo na wewnętrzną walkę (trudnego słowa użyłem) a następnie panikę po zrozumieniu o co było kaman, te oczy rozszerzające się w strachu na samą myśl o potencjalnej sytuacji konfliktowej - Ale przecież ONI mogą czegoś zapomnieć.
I o to chodzi powiedziałem, jak zwykle wzruszyłem ramionami i poszedłem w swoją stronę.

Jakoś tak mi się przypomniało w związku z problemami ludźmi którzy sprzedają debilom rzeczy nie do jedzenia, które ci debile wpierdalają.

Etykiety: ,

2010-09-28

7 rano, zadzwonił budzik. Ręka w czymś na kształt gestu zamawiania piwa wystartowała aby zająć pozycję bojową do ataku na przycisk drzemki gdy tylko oczy ustalą dokładne położenie budzika, i 9 minut leżenia, tak po prostu mam.
Dziecko sąsiadów darło się bardziej niż zwykle, łała i ała, ale do tego były dziwnie skorelowane odgłosy jakby ktoś tupał dochodzące z sufitu, więc wpierdol, gdy było, nie było widać (a raczej słychać) skuteczne.
9 minut później budzik zadzwonił drugi raz, wrzaski i tupanie trwały dalej, za to z radia u tych samych sąsiadów leciała transmisja mszy (być może leciała już wcześniej, ale była skutecznie zagłuszona).
Kolejne 10 minut wrzasków i mszy, chwila wrzasków na klatce schodowej i cisza.
Dzwonić (do sąsiadów czy do instytucji)? Jak jedni i drudzy nie zareagują, to po cholerę. Jeszcze gorzej jak zareagują w instytucji, miałbym zeznawać?
Mam wrażenie że w czasie procesu rozwiązywania tej sytuacji skleconego przez instytucje państwowe zjebią psychikę dziecka jeszcze bardziej niż teraz, a i tak to wyrośnie z niego człowiek który będzie stosował takie same metody jak się rozmnoży.

Z obserwacji poczynionych do tej pory wygląda na to, że ten stan został osiągnięty przez proste istnienie różnicy zdań strony decyzyjnej i rozwiązywanie tej różnicy przy dziecku, nic dziwnego że mały exploiter to wykorzystuje.

Etykiety:

2010-09-15

No i znowu niezmiernie wkurwiająca akcja - Europejski Dzień bez Samochodu.
Zajebiście, ci co jeżdżą na (albo i bez) biletach jednorazowych w ów dzień będą mogli się bujać za darmo.
A te łosie które kupiły bilety okresowe też będą się mogli bujać, bo już zapłacili, to teraz mogą się cmoknąć, frajerzy.
Z jednej strony to smutne, że zdik nie jest w stanie opracować takich zasad, żeby jeżdżenie na gapę się nie opłacało - teraz są po prostu dwa systemy - jeden to kupić bilet i mieć spokój, drugi - nie kupić i ewentualnie zapłacić karę.
Jak częstotliwość kontroli jest taka, że kara * prawdopodobieństwo w czasie jest niższa niż czas * koszt biletów, to dziwnym nie jest, że ludzie wybierają drugą taryfę.
Ale z drugiej - zakład który tak dyma w dupę ludzi którzy grzecznie kupują bilety okresowe (bo niby co to za problem uczciwie przedłużyć działanie biletu o dzień w którym można jeździć za darmo) jakoś tak nieszczególnie zasługuje na poważne traktowanie.

Etykiety:

dorzut

2010-07-15

Niedawno było o tym jak się przygotowuje do wyjazdu do jednego innego kraju, teraz będzie coś prawie przeciwnego.
Dawno temu trollowałem sobie radośnie na Usenecie, i podczas rozmowy o podatkach inny troll rzucił, ze jak komuś się nie podobają podatki, to się może wypisać z państwa.
Wyśmiałem go, bo od momentu gdy przeczytałem, że aby pozbyć się obywatelstwa należy zawrócić dupę Prezydentowi wiedziałem, że to jest jakiś absurd, teraz podczas kolejnego dnia nudy doklikałem się do szczegółowego opisu kogoś, kto konkretnie myślał o przejściu owej procedury, opis pierapałów tu o jest: http://www.korespondent.pl/index.php?x=artykul_r1&id=8068.
Ogólnie to brak słów, rzal i bul, ale w jakimś flejmie temat można wykorzystać bardzo soczyście.

Etykiety:

2010-07-12

Useless fact of the day
Część pierwsza dyptyku:
Listonosz nie ma obowiązku dostarczyć przesyłki która ma "duże gabaryty", zostawia awizo (albo i nie).
Część druga:
Listonosz wyrusza sobie z miejsca A, opierdala swój rewir, dociera do miejsca B i tam zrzuca przesyłki których nie dostarczył. W dokładnie takiej kolejności.

Etykiety:

2010-07-03

Będzie politycznie.
Wiatry projektowe spowodowały, że obecny klient zamiast wcześniej ma później.
Czasem trzeba do klienta pojechać, więc załoga która jeszcze nie miała wiz wyrabia je na zaś, na (moje) szczęście można było zrezygnować i tak zrobiłem.
Nie dlatego, że kraj do którego chciałbym wyrobić wizę jakoś mnie mierzi, albo że obraża mnie to, że traktuje mnie jak potencjalnego złodzieja, terrorystę, prostytutkę, alfonsa, dealera, ćpuna czy co tylko, bo do tego można się przyzwyczaić będąc tu na miejscu (btw - po napisaniu papieru Urząd Skarbowy widać skalkulował swoje szanse w sądowym meczu 100 plnów dopłaty albo i nie plus w bonusie przeliczenie bliżej nieokreślonej liczby zeznań podatkowych w całym kraju przez osoby które były w podobnej do mojej sytuacji i przeczytałyby niewątpliwie soczystą relację z procesu, bo ulga odsetkowa to mało oprocesowany kawałek prawa, i dał se spokój uznając, że jednak rozliczyłem dobrze :>).
Postanowiłem olać proces ubiegania się o wizę bo jak kurwa chcą zbierać o mnie informacje, to niech se to zrobią sami - odciski paluchów, zdjęcie, pół kafla plnów (firma by oddała, ale i tak szkoda) , koligacje rodzinne i inne takie.
Pół kafla plnów oczywiście w przypadku nieprzyznania wizy bezzwrotne, zapewnie dokładnie tak samo jak wszystkie dane ze zdjęciem i odciskami paluchów wpadające we wszystkie możliwe federalne bazy, takiego wała.
Ciekawe czy ten wpis jako całość nie wpłynie na moją zdolność wizową, jakiś krawler netu, analizator treści i baza danych, plus dokopanie się do mojej tożsamości.
Widać nie tylko ja miałem podobne odczucia, ale moje lenistwo kazało mi skończyć wcześniej: http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=news&func=display&sid=11996 .
Z życzeniami (na przykład takimi jak miał kapitan z kawału o złotej rybce) dla wspierającej kampanię buraczaną przedstawicielki administracji.

Etykiety:

2010-04-16

Kolejne skojarzenie:

Etykiety:

2010-03-07

Ehh, zrobiłem se z nudów prasówkę, i szkoda, ale linki niedługo się zdezaktualizują.
Najpierw rzepa napisała że okręty NATO boją się atakować piratów, o tutaj. Może po prostu powinny atakować mocniej, żeby nikt nie przeżył?
Potem zrobiło się jeszcze śmieszniej, i jeszcze straszniej - znowu zgubili kawałek ustawy. No moje gratulacje dla administracji 35milionowego kraju, gdzie wiekszość firm programistycznych jest w stanie prześledzić losy swojego kodu kilka lat wstecz z dokładnością co do sekundy nie wspominając o personalnej odpowiedzialności (svn nieprzypadkowo ma funkcję blame :)), a w administracji rządowej nie da się i zapisy zagadkowo giną.
Mam przekonanie graniczące z pewnością, że jest to robione specjalnie, żeby potem można było robić różne interesujące rzeczy. Na przykład jak sprawdzanie pewngo rozliczenia PIT z burżujskim odliczeniem odsetek, ale uwaga - z kredytu wypłacanego w transzach. Na podstawie artykułu 26b
Wic jest taki - jest sobie limit, i ile odsetek mozna sobie odliczyć liczy się prosto, (${limit} * ${odsetki})/${cena mieszkania}.
No i na pałę tak policzyłem, wyszła ciekawa rzecz - gdyby moje mieszkanie było droższe i dostałbym więcej kredytu, to przy tej samej kwocie odsetek miałbym mniejsze odliczenie ups wtf.
Winne były odsetki od transz, gdy kwota kredytu była niższa od limitu. No to zrobiłem sobie arkusz kalkulacyjny liczacy kwotę kredytu dla każdego miesiąca i odpowiednio kwotę odsetek, którą podlegała odliczeniu z danej transzy, co dało wzór mniej więcej taki: min(1, ${limit}/min(${cena mieszkania}, ${kredyt})) * ${odsetki}.
, wypełniłem PITolenie i dostałem zwrot tadam.
Póżniej zaczął się kabaret - listonoszowi nie udało się dostarczyć wezwania do przedstawienia papierów w US. Kto miał przypadek że listonoszowi nie udało się dostarczyć, ten wie, kto nie miał, niech się cieszy.
Zadzwoniłem na pocztę, ustaliłem że to skarbówka nas ściga, zadzwoniłem do skarbówki, ustaliłem że chcą papiery, miła pani dostała teczkę grubości palca z kserami.
Po jakimś czasie dowiedziałem się o rzeczy która mi umknęła - cena gruntu się nie liczy - muszę bujać się do developera po kartkę ile kosztował grunt który przynależy do mieszkania. Pobujałem się, kosztował tyle, że reszta po odjęciu ceny gruntu od ceny mieszkania nadal była powyżej limitu. I stanowisko jest takie, że wartość gruntu była znan dopiero podczas podpisywania aktu notarialnego, więc nie wpływa na kwotę odsetek z pierwszych transz, chociaż US chyba nawet nie próbował tej linii ataku. No wyobraźcie sobie ten zawód w US, tylko kombinowania i dupa, gościu z ulicy który rozliczył się w popaprany sposób (ponoć przeliczenie mojego sposobu zajęło 3 dni, nawet z kartką z wydrukiem z arkusza którądołączyłem) miał więcej szczęścia (i pieniędzy z kredytu) niż rozumu i nadal po miesiącu sprawdzania jego zeznanie się zgadza.
W połowie stycznia dowiedziałem się, że sprawa poszła wyżej i kisi się wyżej, bo coś się nie podoba - dajcie mi człowieka a znajdziemy na niego paragraf. Szukali.
Na poczatek marca sprawa wygląda tak, że kreatywnie wyinterpretowano, iż moja wpłata własna pomniejsza cenę mieszkania. Interesujące. Wygląda również na to, że nie chcą próbować tej interpretacji w sądzie, więc nie będą naciskać.
Interesujące jest to, że jak liczyli wpłatę własną, to zapomnieli o cenie gruntu - skoro cena gruntu obniżała cenę mieszkania i proporcjonalnie odsetki, to dlaczego tak samo proporcjonalnie nie ma obniżać wysokości wkładu własnego o który twierdzimy że obniżamy cenę mieszkania. Wzór włączeń i wyłączeń, 1 rok studiów. Nagle robi się trochę mniej.
No i czekamy, co z tego się urodzi. US jest w głupiej sytuacji - uruchomili maszynkę i powinna maszynka coś wypluć. To coś spowoduje, ze drugi raz tak łatwo maszynki nie da się uruchomić. Z drugiej strony - ulga odsetkowa jest lekką nowością, nie trafiła do sądów, więc może jeszce jakiś wyrok się urodzi i przypadkiem będzie na korzyść US, to jak my będziemy mieli papier, że już sprawdzali i wypad, to będzie trudno dowalić nam z tytułu tego wyroku. Więc fajnie by było, gdybyśmy nic nie dostali, no nie?
A jeszcze dodatkowym bonusem, lukrem i wisienką jest to, że wygląda na to iż w tym przypadku US jest jedynym urzędem któremu się nie spieszy - jak mamy coś uzupełnić, to możemy to zrobić kiedy nam jest wygodnie, fajnie nie? No nie, bo jak się czegoś dogrzebią, to odsetki biją. I tak kabarecik leci od prawie 3 miechów.
I teraz jako jeszcze jeden najsuperowszy bonus dowiaduję się o pomysłach jednego z drugim zrobienia dobrze mi na ręce, aby dowalić rozliczanie mojego pita mojemu pracodawcy, albo niech US se to sam zrobi, ja go tylko mam poinformować o ulgach.
Ktoś się chyba z chujem na łby pozamieniał, już widzę jak informuję US o ulgach, tłumaczę jak chcę mieć to rozliczone i pałuję się, że tak właśnie jest dobrze a nie tak jak oni chcą, żebym dostał mniej zagrabionych mi pieniędzy z powrotem. I to wszystko w ciągu miesiąca który im został do rozliczenia, bo potem odsetki.
Coś mi się widzi, że poniżej może nie być takie fikcyjne:

Etykiety:

2009-12-23

No rewelacja, według Wybiórczej polska armia ma dostać 2 Predatory: http://wyborcza.pl/1,76842,7393296,Nie_poleci_z_nami_pilot.html .
Nieco wcześniej nastąpiło to: http://news.cnet.com/8301-1009_3-10417247-83.html a tu jeszcze śmieszniej: http://www.cbsnews.com/blogs/2009/12/17/taking_liberties/entry5988978.shtml?tag=mncol;txt .

Dość ciężko jest mi zrozumieć debila który dopuścił, żeby transmisja wojskowa szła niekryptowana.
Najfajniejszy jest kawałek: The Air Force became aware of the security vulnerability when copies of Predator video feeds were discovered on a laptop belonging to a Shiite militant late last year, and again in July on other militants' laptops, the Journal reported. The problem, though, is that the drones use proprietary technology created in the early 1990s, and adding encryption would be an expensive task. i ja się zastanawiam kurwa jak?
Praktyczna plikacja bullszitu security through obscurity - jeżeli technologia jest proprietary, to w jaki posrany sposób soft za 30 baksów jest zdolny do przerobienia tego proprietary strumienia video na cokolwiek różnego od szumu? A może taka znowu proprietary nie jest?
Z drugiej strony - koszty - nie programowałem SSLa ani nie używałem żadnej biblioteki (pewnie jeszcze nie), ale patrzyłem się jak to się robi - kolejna warstwa protokołu, handszejki, transmisja i włala, dla wyższej wygląda to jak proste nawiązywanie połączenia. No chyba że Predatora i Reapera oprogramowali opaleni zewnętrzni konsultanci, wtedy wszystko jest możliwe.

Jakkolwiek - pozostaje pogratulować polskiej armii nowych zabawek dla każdego.
Ciekawe czy wpięcie się w kanał sterowania jest drastycznie trudniejsze.

Etykiety:

2008-04-26

Nie tak dawno obrechtałem felieton na wybiórczej na temat Obrzeżka, a tutaj znowu jest coś o genetyce - "Tyranozaur to król kur". Akurat sama sytuacja Tyranozaura mnie nie dziwi ani nie ekscytuje, to pojawiło się piękne zdanie na temat testów pokrewności genetycznej: Przykładem może być panda wielka, która wcale nie jest najbliżej spokrewniona z misiami, ale z szopami. Pod (a właściwie nad) felietonem podpisana jest niejaka Margit Kossobudzka.
No to ja nie wiem jak dożyłem do tej pory. Odkąd byłem mały, zawsze wydawało mi się, że Panda Wielka to jednak niedźwiedź, a nie szop, a ci co twierdzili, że jednak szop to są w mylnym błędzie. Ale wszystkie podręczniki podawały, że mimo niedźwiedziowatego wyglądu Panda Wielka jest szopowata. Potem była szopka w telewizorni, że jednak nie szopowata tylko niedźwiedziowata, a na Wiki to jest napisane że nawet wiadomo który niedźwidź jest jej najbliższym krewnym - andyjski Niedźwiedź Okularowy, na podstawie badań genetycznych.
A tutaj okazuje się, że jednak nie, Panda genetycznie jest zbliżona do szopów, na podstawie badań. Znowu??
Pomimo tego, że na Wiki może pisać każdy, a do wybiórczej nie, to ja jednak chyba uwierzę Wiki. I róznym oficjalnym stronom ogrodów zoologicznych, które twierdzą, że jednak Ursidae.
Żeby nie było, że ta felietonistka coś tylko przetłumaczyła - w dorzucie link do National Geographic na temat badań, nie ma nic o Pandach.

Etykiety:

dorzut

2008-04-13

Masakra. Kiedyś próbowałem flejmować na forum wybiórczej jak jakaś gwiazda dziennikarstwa napisała że Panda Wielka jest szopowatym. Słabo wyszło bo młotki się nie upierały, a za to ja się dowiedziałem, że według najnowszych wtedy danych Panda Mała (Czerwona) ma bliżej do łasicowatych niż szopowatych.
Ale dzisiaj niejaka Małgorzata Goślińska przebiła wszystko co widziałem do tej pory w GW: Robaki przeniosły się już do budynku od ulicy [...] Obrzeżek to rodzaj kleszcza.[...] Pierwsze odkryte dla nauki siedlisko obrzeżka znajduje się w wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie. Atakował hejnalistów. Gdy robakowi brakuje gołębi, przerzuca się na człowieka. [...] Pierwsze odkryte dla nauki siedlisko obrzeżka znajduje się w wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie. Atakował hejnalistów. Gdy robakowi brakuje gołębi, przerzuca się na człowieka. To w końcu ten obrzeżek to kurwa co? Robak rodzaj kleszcza? Czy ta kobieta która to wyprodukowała miała jakąś śladową edukację i coś jej zostało? Rozumiem - baba mogła nie lubić matematyki i fizyki i jest (c)humanistką, ale żeby aż tak? W gazecie? Tam też ci bardziej kompetentni pojechali na zmywak?
Fajnie że mogłem napisać o czymś innym niż zapierdalanie dwucyfrową liczbę godzin na dobę, bo żółtemu się nie podobało że on musiał siedzieć a my nie.
A to że kutasińscy najpierw stwierdzają, że chcą jakąś funkcjonalność, a potem się okazuje, że biblioteka która ma zapewniać komponenty do tej funkcjonalności przypadkiem ich nie zawiera, przykład jest mało referencyjny a dokumentacja nie istnieje, oraz następna biblioteka która ponoć ma zawierać komponenty nie działa dokładnie tak jak poprzednia to inna sprawa.

Etykiety:

dorzut

2008-02-25

Zrobiłem nową kategorię, pełna nazwa to Sixpack Joe i od razu jest o czym pisać.
Dzisiaj Rzeczpospolita się wyemitowała, w skrócie: Będą nowi kombatanci (...) Przewidziano cztery grupy uprawnionych: kombatantów, uczestników walki cywilnej z lat 1914 – 1945, ofiary represji systemów totalitarnych i działaczy opozycji. Do kombatantów zaliczeni będą też aresztowani uczestnicy walk w Poznaniu w 1956 r. i marynarze ze statków wojennych. I im się da uprawnienia porównywalne z kombatanckimi.
Super, a co się zrobi z żołnierzami, którzy zostali wysłani na misję i tam zostali kalekami? Nadal nic, bo po co.

Etykiety:

2008-02-24

Powstał wspaniały plan w trosce o środowisko naturalne - zabronić używania reklamówek. Proszę wstać, proszę siadać.
Zamiast po prostu kazać płacić za te foliowe gówna, które rozrywają się od samego patrzenia, kto by chciał, brałby reklamówki, kto nie, popindalałby z siatami.
Krrfrr przetrenował różne podejścia do reklamówek. Najpierw byłby solidne, nawet z nadrukiem, potem nadruk znikł, później dołączyła do niego solidność - wypieczony chleb robił reklamówce jesień średniowiecza. Teraz jakość zaczęła powoli wracać, pewnie się okazało, że aby zapewnić tę samą wytrzymałość klienci zaczęli brać po więcej reklamówek niż oszczędzano na produkcji.
W azjatyckim kraiku płaciłem za reklamówki (duże, solidne i w miarę warte swej ceny), ale oni mieli jeszcze inne sensowne pomysły - na chodniku pasek ze specjalnych płytek chodnikowych z fakturą dla niewidomych, metro/pociągi podmiejskie zatrzymujące się tak dokładnie, że na stacjach były barierki oddzielające od torów, a na peronie było namalowane, gdzie stawać, żeby nie tarasować drogi wychodzącym, jak to mają w zwyczaju borostwory.
Ale łatwiej zakazać, i od razu widać, kto ma cojones.

Etykiety: